Opisany wyżej schemat nie dotyczy oczywiście bezwzględnie wszystkich osób chorych na serce, więc śpieszę uspokoić mających problemy sercowe Czytelników, iż nie muszą doszukiwać się w swojej historii tak dramatycznych doświadczeń. Jednak z drugiej strony jestem głęboko przekonany, iż naszą kulturę charakteryzuje ogromny deficyt miłości i ciągły upadek instytucji zwanej rodziną, co dotyka już wielu z nas. Wszystko to ma niemały wpływ na zdrowy rytm naszych serc. Wróćmy jednak do Alexandra Lowena i jego dzieła. Lowen był studentem Wilhelma Reicha, ucznia Freuda i ten fakt pomógł mu ujrzeć wczesnodziecięce przyczyny dorosłych problemów. Lowen jednak zmodyfikował metodę Freuda i w ślad za Reichem włączył do swej pracy element analizy napięć w ciele. Metoda Lowena zwana bioenergetyką (nie mylić z bioenergoterapią) polega na uwalnianiu zalegających w ciele trudnych emocji (pamiętajmy o tym, iż emocje mają swoje siedlisko w naszym ciele!). Te nie wyrażone stany emocjonalne stanowią, bowiem często źródło ludzkich ograniczeń, życiowych napięć, nie mówiąc już o poważnych chorobach. Lowen wypracował specjalne techniki służące na przykład wyrażeniu płaczu, który zablokowany (dotyczy to wielu mężczyzn, którym kultura nakazuje być twardymi) prowadzi do usztywnienia twarzy i mięsni całego ciała, a w końcu do zaburzeń pracy serca, czy wyrażeniu agresji, która zablokowana przeradza się we wrogość i nienawiść (należy pamiętać, iż agresja jako taka nie jest negatywnym zjawiskiem, lecz zdrowym mechanizmem przystosowawczym). Te nie wyrażone emocje stanowią coś w rodzaju silnych bloków energetycznych, zatrzymujących przepływ zdrowych emocji i uniemożliwiających nawiązanie w pełni satysfakcjonujących kontaktów z innymi ludźmi. Celem terapii lowenowskiej jest odzyskanie stanu radości (a nie bólu) z kontaktu ze swym ciałem oraz zdolności do przeżywania i akceptowania szerokiej gamy uczuć, od smutku i złości do miłości i współczucia. Taką zdolność nazwalibyśmy poczuciem własnej tożsamości.